![]() |
![]() | |
Oprowadzanie dw�jki �ywych, dociekliwych dzieci po budynku muzeum przyrodniczego niezupe�nie odpowiada�o zaleceniom lekarza, ale w�a�nie na to mia� ochot�. Joey i Susan zd��yli sporo podrosn�� od ich ostatniego spotkania i dotrzymywanie im kroku wymaga�o nie lada wysi�ku fizycznego i umys�owego. Ledwie weszli do rotundy, a dzieci nie ogl�daj�c si� na niego podbieg�y do ogromnego s�onia, kt�ry niepodzielnie panowa� nad marmurow� sal�. - Co to? - wykrzykn�� Joey. - S�o�, tumanie - odpar�a Susan z przygniataj�c� wy�szo�ci� swoich siedmiu lat. - Przecie� wiem, �e to s�o� - oburzy� si� Joey. - Ale jak si� nazywa? Senator Steelman �piesznie przeczyta� tabliczk� z opisem, ale nie znalaz� na niej odpowiedzi. Tym razem ryzykowna maksyma "Lepszy b��d ni�li niepewno��" by�a bezpieczn� wskaz�wk�. - Mia� na imi�, hmm, Jumbo - powiedzia� niewiele my�l�c. - Popatrz na te k�y! - A czy bola�y go z�by? - Sk�d�e znowu. - To jak on sobie my� z�by? Mama m�wi, �e jak nie b�d� my� z�b�w... Steelman przewidzia�, dok�d zmierza ten wyw�d, i szybko postanowi� zmieni� temat. - W �rodku zobaczycie du�o innych ciekawych rzeczy. Co obejrzymy najpierw - ptaki, w�e, ryby, ssaki? - W�e! - za��da�a Susan. - Chcia�am hodowa� w�a w pude�ku, ale tatu� mi nie pozwoli�. Mo�e zgodzi si�, jak ty go poprosisz, co? - Co to jest ssak? - spyta� Joey, zanim Steelman zdo�a� znale�� odpowied� na pytanie wnuczki. - Chod�, zaraz ci poka�� - powiedzia� stanowczo. Gdy dzieci przeskakiwa�y od jednego eksponatu do drugiego, przemierzaj�c sale i galerie, czu�, �e jest w koj�cej zgodzie ze �wiatem. Muzeum by�o najlepszym lekarstwem na uspokojenie duszy, nadanie codziennym zmartwieniom w�a�ciwej perspektywy. Tutaj, w obliczu niesko�czonego bogactwa cudu Natury przypomina� sobie dawno zapomniane prawdy. By� zaledwie jednym z milion�w stworze�, kt�re dzieli�y si� planet� Ziemi�. Ca�a ludzka rasa, ze swymi marzeniami i l�kami, triumfami i kaprysami, mo�e by� ledwie incydentem w historii �wiata. Kiedy zatrzyma� si� przed monstrualnymi ko��mi diplodocusa (dzieci cho� na chwil� oniemia�y z wra�enia), dusz� przeszy� mu podmuch wiatru Wieczno�ci. Ju� nie traktowa� powa�nie ostr�g ambicji, wiary, �e nar�d powierzy� mu misj�. J a k i w�a�ciwie n a r � d, je�li ju� o to chodzi? W lecie up�ynie zaledwie dwie�cie lat od podpisania Deklaracji Niepodleg�o�ci; a ten oto rdzenny Amerykanin le�a� w ska�ach stanu Utah przez sto milion�w lat... Opada� ju� z si�, kiedy dotarli do dzia�u �ycia oceanicznego, kt�ry dobitnie przypomina�, �e na Ziemi wci�� �yj� zwierz�ta wi�ksze od wszelkich istot, jakimi che�pi�a si� przesz�o��. Plusk zanurzaj�cego si� wieloryba b��kitnego d�ugo�ci dziewi��dziesi�ciu st�p wraz z innymi �mig�ymi w�adcami m�rz przypomnia� mu godziny sp�dzone niegdy� na male�kim, l�ni�cym pok�adzie z bia�ym, �opocz�cym nad g�ow� �aglem. To jeszcze jedna chwila z przesz�o�ci, kiedy zazna� szcz�cia, ws�uchuj�c si� w szelest rozpruwanych dziobem fal i westchnie� szarpanych wiatrem lin. Od trzydziestu lat nie �eglowa�; jeszcze jedna z uciech tego �wiata, kt�ra posz�a w odstawk�. - Nie lubi� ryb - narzeka�a Susan. - Kiedy wreszcie p�jdziemy do w�y? - Za chwil� - odpowiedzia�. - Ale po co si� spieszy�? Zosta�o jeszcze tyle czasu. Wypowiedzia� te s�owa bez namys�u. Zwolni� kroku, gdy dzieci pobieg�y przodem. U�miechn�� si� bez �alu. Bo w pewnym sensie mia� przecie� racj�. Rzeczywi�cie zosta�o jeszcze du�o czasu. Ka�dy dzie�, ka�da godzina obiecywa�a wszech�wiat dozna�, je�li tylko si� j� nale�ycie wykorzysta. W ostatnich tygodniach swego �ycia zacznie naprawd� �y�. | ||
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |
W biurze nikt nic na razie nie podejrzewa�. Nawet jego wycieczka z dzie�mi nikogo zbytnio nie zaskoczy�a; ju� wcze�niej zdarza�o mu si� odwo�ywa� nagle wszystkie um�wione spotkania i powierza� swoim podw�adnym za�atwienie najpilniejszych spraw. Nie wida� by�o jeszcze zasadniczych zmian w jego trybie �ycia, ale ju� za kilka dni wszyscy wsp�pracownicy zorientuj� si�, �e zasz�o co� niezwyk�ego. Poczuwa� si� do obowi�zku wobec koleg�w - i wobec partii - jak najszybciej wyzna� prawd�; najpierw jednak chcia� podj�� wiele osobistych decyzji, z kt�rymi musia� upora� si� sam, zanim pu�ci w ruch ca�� machin� urz�dow�. Mia� jeszcze jeden pow�d do wahania. W d�ugiej karierze rzadko dawa� za wygran�; w ogniu politycznej walki nikomu nie ust�pi� ani na krok. A teraz, w obliczu ostatecznej kl�ski, z obrzydzeniem wyobra�a� sobie wsp�czucie i kondolencje, kt�rymi obsypie go niezw�ocznie ci�ba wrog�w. Zdawa� sobie dobrze spraw� z g�upoty takiego nastawienia - tl�cej si� jeszcze niepohamowanej dumy, kt�ra by�a zbyt mocn� cech� jego osobowo�ci, �eby zgasn�� nawet w cieniu �mierci. Ponad dwa tygodnie nosi� w sobie tajemnic�, od sali posiedze� do Bia�ego Domu, z Bia�ego Domu do Kapitolu, przez labirynty waszyngto�skiej socjety. Dokona� najwi�kszego wyczynu w swej karierze, ale nie by�o komu tego doceni�. Pod koniec tego okresu mia� ju� gotowy plan dzia�ania; trzeba by�o jeszcze tylko wys�a� kilka odr�cznie napisanych list�w i zadzwoni� do �ony. Sekretariat ustali�, nie bez trudno�ci, jej adres w Rzymie. Wci�� jest pi�kna, pomy�la�, kiedy jej twarz pojawi�a si� na ekranie; �wietnie nadawa�aby si� na Pierwsz� Dam�, co przynajmniej cz�ciowo wynagrodzi�oby jej tyle zmarnowanych lat. Wydawa�o mu si�, �e ch�tnie widzia�aby si� w tej roli, ale czy naprawd� kiedykolwiek j� rozumia�? - Co s�ycha�, Martin? Wiedzia�am, �e si� w ko�cu odezwiesz. Zapewne chcesz, �ebym wr�ci�a. - A masz na to ochot�? - spyta� cicho. Jego �agodny ton by� dla niej wyj�tkowym zaskoczeniem. - Przecie� by�abym sko�czon� idiotk�, gdybym nie chcia�a. Tylko um�wmy si�, �e je�li ci� nie wybior�, znowu si� wynios�. - Nie wybior� mnie. Nawet nie dostan� nominacji. Jeste� pierwsz� osob�, kt�ra si� o tym dowiaduje, Diano. Za sze�� miesi�cy b�d� ju� na tamtym �wiecie. Brutalna bezpo�rednio�� tego wyznania mia�a sw�j cel. Ten u�amek sekundy, w kt�rym fale radiowe pomkn�y do satelit�w komunikacyjnych i z powrotem na Ziemi�, nigdy dot�d nie trwa� tak d�ugo. Po raz pierwszy uda�o mu si� przenikn�� t� pi�kn� mask�. Jej oczy rozwar�y si� z niedowierzania, a d�o� odruchowo przykry�a usta. - Chyba �artujesz! - To nie temat do �art�w. M�wi� powa�nie. Serce mi wysiad�o. Doktor Jordan powiedzia� mi to dwa tygodnie temu. Moja w tym zas�uga, ale nie ma co o tym m�wi�. - To dlatego wzi��e� dzieci na spacer. Zastanawia�am si�, co ci� napad�o. Powinien by� si� domy�li�, �e Irena nie omieszka podzieli� si� rado�ci� z matk�. Trudno o lepsze podsumowanie �ycia rodzinnego Martina Steelmana, skoro najzwyklejszy objaw zainteresowania w�asnymi wnukami wywo�a� sensacj�. - Tak - przyzna� bez ogr�dek. - Szkoda, �e dopiero teraz si� na to zdoby�em. Pr�buj� nadrobi� stracony czas. Nic innego mnie ju� nie obchodzi. W milczeniu patrzyli sobie w oczy poprzez krzywizn� kuli ziemskiej i poprzez ja�ow� pustyni� dziel�cych ich lat. Po chwili Diana odpowiedzia�a niepewnie: - Natychmiast zabieram si� do pakowania. Kiedy ju� rozesz�a si� wiadomo��, odczu� wielk� ulg�. Nawet wsp�czucie wrog�w �atwiej mu by�o prze�kn��, ni� przypuszcza�. Bo z dnia na dzie� wrogowie stali si� przyjaci�mi. Ludzie, kt�rzy ca�ymi laty nie odezwali si� do niego s�owem, z wyj�tkiem inwektyw, s�ali teraz wyrazy szacunku, w kt�rych szczero�� trudno by�o w�tpi�. Odwieczne k��tnie wyparowa�y albo te� okaza�y si� wynikiem drobnych nieporozumie�. Szkoda, �e trzeba stan�� u progu �mierci, �eby si� o tym wszystkim dowiedzie�... Dowiedzia� si� tak�e, �e dla cz�owieka na takim stanowisku umieranie jest ci�k� prac�. Trzeba wyznaczy� nast�pc�w, rozpl�ta� prawne i finansowe w�z�y, dogra� rozgrzebane sprawy stanowe i w komitecie. Pracy ca�ego energicznego �ycia nie da si� zako�czy� w jednej chwili, tak jak si� gasi �wiat�o. Dopiero teraz zda� sobie spraw�, ile obowi�zk�w wzi�� na siebie i jak ci�ko ich si� pozby�. Nigdy �atwo mu nie przychodzi�o udzielanie pe�nomocnictw (niewybaczalna wada - wypominali mu krytycy - jak na m�a stanu z prezydenckimi ambicjami), ale tym razem musi sobie poradzi�, zanim nie b�dzie ju� mia� czego udziela�. Zdawa�o si�, �e pot�ny zegar przestaje chodzi� i nie ma komu go nakr�ci�. Gdy rozdawa� swoje ksi��ki, czyta� i wyrzuca� stare listy, likwidowa� bezu�yteczne konta i kartoteki, dyktowa� ostatnie polecenia i pisa� noty po�egnalne, ogarnia�o go czasem poczucie zupe�nej nierealno�ci. B�le ust�pi�y; nic nie zdawa�o si� wskazywa� na to, �e nie ma przed sob� ca�ych lat aktywnego �ycia. Tylko tych kilka linii elektrokardiogramu przegradza�o mu drog� do przysz�o�ci jak powalone drzewa albo jak zakl�cie w nieznanym j�zyku, zrozumia�ym wy��cznie dla wtajemniczonych. Niemal codziennie Diana, Irena lub jej m�� przyprowadzali do niego wnuki. Przedtem nie m�g� znale�� wsp�lnego j�zyka z Billem, ale wiedzia�, �e nie jest tu bez winy. Nie mo�na przecie� wymaga�, �eby zi�� zast�pi� syna, i trudno wini� Billa tylko dlatego, �e nie powiela� wzoru Martina Steelmana Juniora. Bill ulepiony by� z innej gliny; dba� o Iren�, kt�ra czu�a si� przy nim szcz�liwa, by� dobrym ojcem jej dzieci. To, �e zbywa�o mu ambicji, by�o wad� - je�li to istotnie wada - kt�r� pan senator m�g� wreszcie rozgrzeszy�. Przypomina� sobie teraz, bez b�lu i goryczy, w�asnego syna, kt�ry wcze�niej przetar� ten szlak i spoczywa� teraz pod jednym z wielu krzy�y, na cmentarzu Narod�w Zjednoczonych w Kapsztadzie. Nigdy nie pojecha� na gr�b Martina; wtedy, kiedy mia� czas, biali nie cieszyli si� sympati� w tym, co zosta�o z Afryki Po�udniowej. Teraz m�g�by jecha�, gdyby chcia�, ale nie mia� pewno�ci, czy wolno mu obarcza� Dian� tak� misj�. Jego samego wspomnienia nie b�d� ju� wi�cej nachodzi�, ale ona przecie� z nimi zostanie. A jednak chcia� pojecha�, czu� zreszt�, �e to jego �wi�ty obowi�zek. Poza tym b�dzie to przecie� najwspanialszy ostatni prezent dla dzieci. Dla nich b�d� to jedynie wspania�e wakacje w egzotycznym kraju, nie zak��cone �alem po wujku, kt�rego nie zd��y�y pozna�. Poczyni� ju� pierwsze przygotowania, gdy raptem, ju� po raz drugi w ci�gu miesi�ca, jego �wiat stan�� na g�owie. Wci�� co najmniej kilkunastu go�ci oczekiwa�o na niego codziennie rano w biurze. Co prawda mniej ni� za dawnych czas�w, ale i tak poka�na grupa. Nie spodziewa� si� jednak, �e w�r�d nich znajdzie si� dr Harkness. Na widok tej znajomej, wysokiej i pokracznie chudej sylwetki zwolni� kroku. Poczu�, jak twarz zalewa mu rumieniec i puls przyspiesza na wspomnienie starych batalii na posiedzeniach komitetu, zajad�ych polemik, kt�re rozbrzmiewa�y echem tysi�cy kana��w w eterze. Po chwili odpr�y� si�; przecie� ma ju� to wszystko z g�owy. Harkness niezdarnie podni�s� si� na powitanie Steelmana. Senator spostrzeg� u niego na pocz�tku objawy zak�opotania zd��y� przywykn�� do tego w ci�gu ostatnich dw�ch tygodni. Mia� teraz automatycznie przewag� nad wszystkimi rozm�wcami, kt�rzy robili wszystko, �eby unikn�� tego jedynego tematu tabu. - Witam pana doktora - odezwa� si� pierwszy. - C� za niespodzianka. Nie przypuszcza�em, �e w�a�nie pana tu zastan�. Nie podarowa� sobie tej szpileczki i z satysfakcj� obserwowa� skutek. Ale nie by�o w tym powitaniu urazy, co potwierdzi� u�miech na twarzy uczonego. - Panie senatorze - odpar� Harkness tak �ciszonym g�osem, �e Steelman musia� pochyli� si�, �eby cokolwiek us�ysze�. - Mam dla pana nies�ychanie wa�n� wiadomo��. Czy mo�emy porozmawia� w cztery oczy? Nie zajm� panu du�o czasu. Steelman skin�� twierdz�co; sam najlepiej wiedzia�, co jest teraz dla niego wa�ne, ale te� zaciekawi� go do pewnego stopnia pow�d tej wizyty. Mia� wra�enie, �e rozmawia z innym cz�owiekiem ni� podczas ich ostatniego spotkania przed siedmioma laty. Harkness sta� si� bardziej stanowczy i pewny siebie, pozby� si� te� tego manierycznego roztargnienia, kt�re powodowa�o, �e jego argumenty rzadko trafia�y ludziom do przekonania. - Panie senatorze - zacz��, kiedy ju� byli sam na sam w gabinecie Steelmana. - Przychodz� z wiadomo�ci�, kt�ra mo�e si� okaza� dla pana szokuj�ca. Ot� wierz�, �e mo�na pana wyleczy�. Steelman osun�� si� ci�ko w fotelu. Tego istotnie si� nie spodziewa�; od pocz�tku nie �udzi� si� p�onnymi nadziejami. Tylko g�upiec walczy z tym, co nieuniknione, a on pogodzi� si� ju� z losem. Przez moment nie potrafi� wydoby� z siebie s�owa; po chwili podni�s� wzrok na swojego dawnego rywala i wykrztusi�: Kto panu o tym powiedzia�? Wszyscy moi lekarze... - Tak, wiem; to nie ich wina, �e pozostali w tyle o dziesi�� lat. Prosz� spojrze�. - Co to znaczy? Nie znam rosyjskiego. - To ostatni numer wydawanego w ZSRR "Biuletynu Medycyny Kosmicznej". Przyszed� kilka dni temu i jak zwykle kazali�my przet�umaczy� jego tre��. Ta notatka, kt�r� tu zaznaczy�em, donosi o badaniach przeprowadzonych ostatnio na Stacji Miecznikowa. - Co to za stacja? - Pan nie wie? Przecie� to ich Szpital Satelitarny, kt�ry zbudowali nieco poni�ej Wielkiego Pasa Radiacji. - I co z tego wynika? - spyta� Steelman suchym, ledwie wydobywaj�cym si� z zaci�ni�tego gard�a g�osem. - Zapomnia�em, �e w�a�nie tak go nazwali. Chcia� dokona� �ywota w spokoju, a tu zjawi�y si� duchy przesz�o�ci, by si� nad nim pastwi�. - Sama notatka wiele nam nie m�wi, ale sporo mo�na wyczyta� mi�dzy linijkami. To jedna z tych jask�ek, kt�re naukowcy wypuszczaj�, zanim zd��� napisa� artyku�, �eby p�niej nie powsta�y w�tpliwo�ci co do prawa pierwsze�stwa. Tytu� brzmi: "Terapeutyczne dzia�anie grawitacji zerowej na choroby uk�adu kr��enia". Do tej pory sztucznie wywo�ywali choroby serca u kr�lik�w i chomik�w i wystrzeliwali chore zwierz�ta na stacj� kosmiczn�. Na orbicie, rzecz jasna, wszystko traci ci�ar; serce i mi�nie praktycznie nie maj� nic do roboty. Wyniki s� dok�adnie takie, jakie przewidywa�em w naszych rozmowach przed laty. Nawet w beznadziejnych przypadkach mo�na w ten spos�b zatrzyma� post�p choroby, a wiele z nich da si� ca�kowicie wyleczy�. Ciasny, wy�o�ony boazeri� gabinet, kt�ry mu by� �rodkiem �wiata, miejscem wielu narad, kolebk� tak licznych plan�w, raptem sta� si� nierzeczywisty. Znacznie wyra�niej rysowa�y si� obrazy z pami�ci: znowu bra� udzia� w pami�tnych przes�uchaniach na jesieni 1969 roku, kiedy to NASA rozlicza�a si� z pierwszej dekady swej dzia�alno�ci w krzy�owym ogniu krytyki. Co prawda nigdy nie przewodniczy� Senackiemu Komitetowi do Spraw Astronautyki, ale by� jego najaktywniejszym i najbardziej wp�ywowym cz�onkiem. W�a�nie t� dzia�alno�ci� zas�u�y� na reputacj� stra�nika kieszeni publicznej, nieugi�tego realisty, kt�ry nie da si� otumani� utopiami bujaj�cych w ob�okach naukowc�w. Zrobi� kawa� dobrej roboty; jego nazwisko nie schodzi�o d�ugo z nag��wk�w gazet. Nie �ywi� bynajmniej uprzedzenia do bada� w przestrzeni kosmicznej, lecz bezb��dnie dostrzega� sporne kwestie, kt�rymi natychmiast umia� poruszy� opini� publiczn�. Pami�� odtwarza�a teraz wszystko dok�adnie, jak nagranie z ta�my magnetofonowej... | ||
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |
- Doktorze Harkness, jest pan dyrektorem technicznym NASA? - Zgadza si�. - Mam przed sob� bilans wydatk�w NASA za lata 1959-69; imponuj�ce to liczby. Na dzie� dzisiejszy wydatki te zamykaj� si� kwot� 82.547.450.000 dolar�w, a dane szacunkowe na rok finansowy 69-7o wynosz� dziesi�� miliard�w z nawi�zk�. Czy zechcia�by pan �askawie om�wi� korzy�ci, jakich mo�na oczekiwa� po tych niebagatelnych sumach? - Z przyjemno�ci�, panie senatorze. Tak to si� wszystko zacz�o, w stanowczym, lecz nie wrogim tonie. Wrogo�� ws�czy�a si� p�niej. Z tego, �e by�a nieuzasadniona, ju� wtedy zdawa� sobie spraw�; ka�da wielka organizacja miewa s�abe punkty i niechlubne momenty, a co dopiero taka, kt�ra dos�ownie buja w ob�okach i ju� w za�o�eniu nie mo�e liczy� na pewne powodzenie. Od samego pocz�tku wiadomo by�o, �e podb�j kosmosu poch�onie co najmniej tyle ofiar ludzkich i pieni�dzy, ile podb�j powietrza. W ci�gu dziesi�ciu lat zgin�o bez ma�a stu ludzi - na Ziemi, w kosmosie i na ja�owej powierzchni Ksi�yca. Teraz, kiedy ju� opad�a fala entuzjazmu z wczesnych lat sze��dziesi�tych, zewsz�d pada�o "Po co?" Steelman by� na tyle przewiduj�cy, by zobaczy� si� w roli rzecznika tych sceptycznych g�os�w. Zabra� si� do roboty z ch�odnym wyrachowaniem; potrzebny mu by� kozio� ofiarny, a nikt si� lepiej do tego nie nadawa� ni� nieszcz�sny dr Harkness. - Zgoda, panie doktorze, nie zamierzam kwestionowa� ogromnych korzy�ci p�yn�cych z bada� przestrzeni kosmicznej, cho�by w postaci udoskonalonej ��czno�ci i prognoz meteorologicznych, i ka�dy niew�tpliwie docenia te osi�gni�cia. Jednakowo� wyniki te osi�gni�to niemal w ca�o�ci za pomoc� automatycznych pojazd�w bezza�ogowych. Jestem powa�nie zaniepokojony - a niepok�j ten podziela wielu obywateli wzrastaj�cym kosztem programu Cz�owiek-w-Kosmosie i jego nik�� u�yteczno�ci�. Pocz�wszy od pierwszych program�w Dyna-Soar i Apollo sprzed niemal dziesi�ciu lat, wystrzelili�my w kosmos ca�e miliardy dolar�w. I co nam to da�o? Czy to, �e marna garstka astronaut�w mo�e przetrwa� kilka uci��liwych godzin poza atmosfer�, by dokona� tego, co z powodzeniem zrobi�yby kamery telewizyjne sterowane automatycznie w dodatku lepiej i taniej? A ofiary w ludziach? Nikt z nas nie zapomni tych rozpaczliwych krzyk�w, kt�re s�yszeli�my przez radio, gdy na X-Z I nast�pi� wybuch podczas powrotu do atmosfery. Jakim prawem posy�amy ludzi na tak� �mier�? Zachowa� w pami�ci g�uch� cisz�, jaka zapad�a w sali obrad po tym przem�wieniu. Jego pytania by�y rozs�dne i zas�ugiwa�y na odpowied�. Nieuczciwy by� jedynie patos, z jakim je zadawa�, i przede wszystkim fakt, �e kierowa� je do cz�owieka, kt�ry nie potrafi� przekonuj�co na nie odpowiedzie�. Steelman nie pozwoli�by sobie na t� taktyk� wobec takiego cho�by von Brauna czy Rickovera; odp�aciliby mu pi�knym za nadobne. Lecz Harkness nie mia� za grosz talentu oratorskiego; je�li w og�le �ywi� g��boko osobiste przekonania, to ich nie ujawnia�. By� dobrym naukowcem, sprawnym administratorem - i kiepskim m�wc�. Polemika z nim przypomina�a strzelanie do �ledzi w beczce. Ku uciesze dziennikarzy; nigdy nie doszed� do tego, kt�ry z nich pierwszy u�y� przydomka "Harkness Frasobliwy". - A ten pa�ski plan, panie doktorze, pi��dziesi�cioosobowego laboratorium kosmicznego - zechce nam pan przypomnie�, ile ma kosztowa� ca�e przedsi�wzi�cie? - Tak, jak m�wi�em - nieco poni�ej p�tora miliarda. - A roczne koszty utrzymania? - Nie przekrocz� 250.000.000 dolar�w. - Wybaczy pan, ale bior�c pod uwag� losy poprzednich szacunk�w, sk�onni jeste�my traktowa� podane przez pana sumy z pewn� doz� sceptycyzmu. Ale nawet przyjmuj�c, �e s� prawid�owe, czego mo�emy oczekiwa� za te pieni�dze? - Zdo�amy utworzy� w kosmosie nasz� pierwsz� stacj� badawcz� na wielk� skal�. Dotychczas zmuszeni byli�my przeprowadza� nasze do�wiadczenia w ciasnych kabinach nieodpowiednich pojazd�w, przewa�nie w�wczas, gdy wysy�ane by�y w innych celach. Utworzenie sta�ego za�ogowego laboratorium satelitarnego jest konieczno�ci�. Bez tego nie ma co marzy� o dalszym post�pie. Astrobiologia nie ma szans... - Astro co? - Astrobiologia - badanie �ywych organizm�w w przestrzeni kosmicznej. Rosjanie faktycznie zrobili pierwszy krok, kiedy wystrzelili �ajk� w Sputniku II, i wci�� przewodz� w tej dziedzinie. Dotychczas nikt nie przeprowadzi� powa�nych bada� z owadami i bezkr�gowcami - z �adnymi wr�cz zwierz�tami opr�cz ps�w, myszy i ma�p. - Ciekawe. Czy trafnie podsumuj� pa�skie zamierzenia, je�li powiem, �e ubiega si� pan o fundusze na budow� zoo w kosmosie? Wybuch �miechu na sali wydatnie przyczyni� si� do pogrzebania projektu. Przyczyni� si� r�wnie�, z czego senator Steelman teraz zda� sobie spraw�, do pogrzebania jego samego. Sam by� sobie winien, dr Harkness usi�owa� bowiem, jakkolwiek nieporadnie, przedstawi� wszelkie dobrodziejstwa, jakie mog�oby da� laboratorium kosmiczne. K�ad� szczeg�lny nacisk na aspekty medyczne; niczego nie obiecuj�c, wskazywa� jedynie na pewne mo�liwo�ci w tej dziedzinie. Chirurgia, jak s�dzi�, mo�e wypracowa� nowe techniki, uwarunkowane niewa�ko�ci� organ�w; ludzie mogliby d�u�ej �y�, pozbywszy si� balastu grawitacji, powa�nie bowiem zmniejszy si� obci��enie serca i mi�ni. Tak, wspomnia� i o sercu; lecz nie obesz�o to w�wczas senatora Steelmana - zdrowego, ambitnego, ��dnego rozg�osu... - Po co mi pan to m�wi? - spyta� t�po. - Czemu nie dacie mi umrze� w spokoju? - O to w�a�nie chodzi - odpar� zniecierpliwiony Harkness. - Nie trzeba traci� nadziei. - Tylko dlatego, �e Rosjanom uda�o si� wyleczy� par� chomik�w i kr�lik�w? - Dokonali znacznie wi�cej. Artyku�, kt�ry panu pokazywa�em, podaje tylko wst�pne wyniki sprzed roku, a zatem nieaktualne. Nie chc� wzbudza� p�onnych nadziei, wi�c nie robi� wok� tych bada� du�o szumu. - Widz�, �e jest pan znakomicie poinformowany. Harkness nie ukry� zaskoczenia. - Owszem, skontaktowa�em si� z profesorem Stanukowiczem, moim odpowiednikiem. Okaza�o si�, �e sam by� na Stacji Miecznikowa, co tylko �wiadczy, jak ogromn� wag� przyk�adaj� do tych prac. Jest moim starym przyjacielem, pozwoli�em wi�c sobie wspomnie� mu o pa�skim przypadku. Za�witanie promyka nadziei po d�ugiej ciemno�ci mo�e by� tak bolesne, jak jego zga�ni�cie. Steelman nie m�g� z�apa� tchu i przez koszmarn� chwil� zdawa�o mu si�, �e oto nadszed� ostatni atak. Ale by�o to tylko podniecenie; ucisk w klatce piersiowej zel�a�, usta�o dzwonienie w uszach i ju� z powrotem us�ysza� g�os doktora Harknessa: "Pyta�, czy mo�e pan natychmiast przyjecha� do Astrogradu; powiedzia�em mu, �e sam o to pana zapytam. Je�li si� pan zdecyduje, samolot odlatuje z Nowego Jorku jutro rano o dziesi�tej trzydzie�ci". Obieca� jutro zabra� dzieci do zoo; po raz pierwszy sprawi�by im zaw�d. Ta my�l d�gn�a go poczuciem winy i trzeba by�o niemal wysi�ku woli, by odpowiedzie�: "Jad�". | ||
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |
Nie uda�o mu si� obejrze� ani kawa�ka Moskwy w ci�gu tych kilku minut pot�nego opadania interkontynentalnego odrzutowca ze stratosfery. Ekrany widokowe wy��czono podczas l�dowania, wra�enie p�dz�cej ku g�rze ziemi bowiem, gdy odrzutowiec pionowo schodzi� na silnikach powstrzymuj�cych, by�o dla pasa�er�w trudne do zniesienia. W Moskwie przesiad� si� do komfortowego, cho� staro�wieckiego turbo�mig�owca i gdy ju� lecia� na wsch�d w kierunku p�nocy, wykorzysta� pierwsz� od d�u�szego czasu sposobno�� na refleksj�. Zada� sobie bardzo dziwne pytanie, czy w sumie jest zadowolony z tego, �e przysz�o�� ju� nie jest ca�kowicie przes�dzona? Jego �ycie, kt�re jeszcze kilka godzin temu zdawa�o si� takie proste, raptem znowu si� skomplikowa�o, oferuj�c mu powt�rnie mo�liwo�ci, kt�re dopiero co nauczy� si� ignorowa�. �wi�t� racj� mia� Samuel Johnson twierdz�c, i� nic cudowniej nie koi duszy cz�owieka ni� �wiadomo��, �e rano zawi�nie na szubienicy. Odwrotna sytuacja bowiem jest niew�tpliwie przygn�biaj�ca - nie ma nic bardziej niepokoj�cego ni� my�l o odroczeniu wyroku. Spa� sobie w najlepsze podczas l�dowania w Astrogradzie, kosmicznej stolicy ZSRR. Gdy delikatny wstrz�s przy zetkni�ciu z ziemi� obudzi� go ze snu, przez chwil� nie m�g� si� zorientowa�, gdzie jest. Czy �ni�o mu si�, �e leci przez p� ziemskiego g�obu w poszukiwaniu �ycia? Nie; nie by� to co prawda sen, cho� jawa mog�a okaza� si� wypraw� po gruszki na wierzbie. Dwana�cie godzin p�niej wci�� oczekiwa� na odpowied�. Odczytano ju� ostatnie wskazania aparatury diagnostycznej. �wietliki na monitorze kardiografu zako�czy�y sw�j z�owr�bny taniec. Znajoma rutyna bada� lekarskich oraz �agodne, kompetentne g�osy lekarzy i piel�gniarek zbawiennie podzia�a�y na jego samopoczucie. Siedzia� teraz, ca�kiem odpr�ony, w przytulnie o�wietlonej poczekalni, gdzie na pro�b� specjalist�w mia� poczeka� na wynik konsylium. Jedynie rosyjskie czasopisma i portrety bujnie zaro�ni�tych pionier�w radzieckiej medycyny przypomina�y mu, �e nie jest ju� u siebie w kraju. Nie by� jedynym pacjentem. Kilkunastu m�czyzn i par� kobiet w r�nym wieku siedzia�o pod �cian�, przegl�daj�c czasopisma i skrz�tnie ukrywaj�c wszelkie oznaki zaniepokojenia. Nikt nie pr�bowa� nawi�za� rozmowy ani szuka� wzroku innych. Ka�da duszyczka w tej poczekalni tkwi�a pogr��ona w swej osobistej otch�ani, zawieszona mi�dzy �yciem i �mierci�. Cho� ��czy�a je wsp�lna niedola, zwi�zek �w nie utwierdza� si� potrzeb� wzajemnego porozumienia. Ka�dy zdawa� si� by� tak dalece oddzielony od reszty ludzkiej rasy, jakby ju� gna� w bezmiar kosmosu, gdzie tli�a si� iskierka nadziei. Wyj�tek stanowi�a m�oda para - nie da�by im wi�cej ni� po dwadzie�cia pi�� lat - w przeciwleg�ym rogu poczekalni. Tulili si� do siebie w tak beznadziejnej rozpaczy, �e ich widok zrazu Steelmana rozdra�ni�. Nawet w najci�szej niedoli, surowo wyrokowa� w my�lach, nie wolno lekcewa�y� bli�nich. Powinni by� bardziej pow�ci�gliwi w okazywaniu uczu� - zw�aszcza w takim miejscu jak to, gdzie �atwo przygn�bi� innych. Jego irytacja szybko jednak ust�pi�a miejsca wsp�czuciu, niczyje serce bowiem nie pozostanie na d�ugo niewzruszone w obliczu prostej, bezinteresownej mi�o�ci poddanej ci�kiej pr�bie. Wraz z up�ywem minut w ciszy, kt�r� m�ci� tylko szelest papieru i skrzypienie krzese�, wsp�czucie przeradza�o si� ju� u niego niemal w obsesj�. Pr�bowa� odgadn�� dzieje tych dwojga. Ch�opiec mia� subtelne, inteligentne rysy; m�g� by� plastykiem, naukowcem, muzykiem - trudno okre�li�. Dziewczyna by�a w ci��y. Mia�a pospolit�, wiejsk� twarz, niczym nie wyr�niaj�c� si� spo�r�d t�umu innych Rosjanek. Nie grzeszy�a urod�, ale rozpacz i mi�o�� przyda�y jej rysom promiennego wdzi�ku. Steelman nie m�g� oderwa� od niej oczu - gdy� by�o w niej co�, co mimo braku najmniejszego fizycznego podobie�stwa przypomina�o mu Dian�. Przed trzydziestu laty, gdy wychodzili razem z ko�cio�a, widzia� ten sam blask w oczach swojej �ony. Ma�o brakowa�o, a zupe�nie by o nim zapomnia�. Czy to jego, czy mo�e jej wina, �e tak pr�dko zgas�? Raptem, bez �adnego ostrze�enia, poczu�, jak zadr�a� pod nim fotel. Gwa�towny wstrz�s przemkn�� nagle przez ca�y budynek, jakby gdzie� w oddali gigantyczny m�ot z ogromn� si�� uderzy� w ziemi�. Trz�sienie ziemi? Chyba nie; wreszcie przypomnia� sobie, gdzie jest, i j�� odlicza� sekundy. Da� sobie spok�j, kiedy doszed� do sze��dziesi�ciu; widocznie d�wi�koszczelno�� budynku by�a tak doskona�a, �e powolniejszy, przenoszony powietrzem ha�as ju� do niego nie dociera�, tylko fala uderzeniowa przez ziemi� dawa�a zna�, �e tysi�c ton w�a�nie podskoczy�o ku niebu. Po up�ywie minuty us�ysza� daleki, lecz wyra�ny grzmot, jakby pod samym sklepieniem ziemi szala�a burza z piorunami, o wiele mil dalej, ni� si�ga�a jego wyobra�nia; nie do poj�cia musia� by� ha�as przy samej wyrzutni. Ale wiedzia�, �e odg�osy te nie dadz� mu si� we znaki, gdy ju� wzniesie si� w przestworza; p�dz�ca rakieta pozostawi je daleko za sob�. Pot�ne przyspieszenie nie targnie jego cia�em, beztrosko zanurzonym w wannie z ciep�� wod�, gdzie b�dzie mu nawet wygodniej ni� w tym mi�kkim, g��bokim fotelu. Dalekie pomruki z kra�ca kosmosu jeszcze nie przebrzmia�y, gdy drzwi poczekalni otworzy�y si� i piel�gniarka skin�a na niego. Chocia� czu�, �e odprowadzaj� go spojrzenia wielu oczu, nie obejrza� si� za siebie, gdy wychodzi�, by us�ysze� wyrok. | ||
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |
Dziennikarze starali si� po��czy� z nim ca�� drog� powrotn� z Moskwy, ale nie godzi� si� na rozmowy. - Prosz� m�wi�, �e �pi� i nie wolno mi przeszkadza� pouczy� stewardess�. Zastanawia� si�, kto ich uprzedzi�, rozdra�niony, �e jego osobiste sprawy nabieraj� rozg�osu. A przecie� przez ca�e lata po�wi�ca� �ycie osobiste na rzecz rozg�osu, i zaledwie od kilku tygodni nauczy� si� je ceni�. Trudno przeto wini� dziennikarzy i komentator�w, je�li wyszli z za�o�enia, �e wr�ci� do normy. Osaczyli go, jak tylko odrzutowiec wyl�dowa� w Waszyngtonie. Zna� nazwiska wi�kszo�ci z nich, niekt�rzy byli jego starymi przyjaci�mi, szczerze uradowanymi nowin�, kt�ra wyprzedzi�a jego przylot. - Panie senatorze - zacz�� Macauley z "Timesa". - Jak si� pan czuje z powrotem w siodle? Ufam, �e to prawda Rosjanie mog� pana wyleczy�? - Nie w y k 1 u c z a j � takiej mo�liwo�ci - odpar� pow�ci�gliwie. - To zupe�nie nowa dziedzina medycyny i na obietnice jeszcze za wcze�nie. - Kiedy leci pan w kosmos? - Jeszcze w tym tygodniu, jak tylko uporam si� z paroma pilnymi sprawami. - A kiedy pan wraca - je�li wszystko si� uda? - Trudno powiedzie�. Nawet je�li wszystko p�jdzie g�adko, posiedz� tam w g�rze co najmniej p� roku. Odruchowo spojrza� w niebo. O �wicie czy zmierzchu nawet w ci�gu dnia, trzeba tylko wiedzie�, gdzie patrze� Stacja Miecznikowa przedstawia�a wspania�y widok, �wiec�c ja�niej ni� wszystkie gwiazdy. Ale to samo odnosi�o si� do tylu innych satelit�w, �e tylko znawca potrafi� je rozr�ni�. - P� roku - m�wi� zatroskany dziennikarz. - To oznacza, �e nie stanie pan na starcie w siedemdziesi�tym sz�stym. - Ale za to z wi�kszymi szansami w 1980 - wtr�ci� inny. - A co dopiero w 1984! - doda� trzeci, co przyj�to wybuchem �miechu. Kr��y�o ju� wiele dowcip�w o roku I984, kt�ry jeszcze nie tak dawno wydawa� si� dalek� przysz�o�ci�, a ju� wkr�tce mia� by� rokiem jak ka�dy inny... pocieszano si�. Uszy i mikrofony czeka�y na jego odpowied�. Gdy tak sta� przy schodkach do samolotu, skupiaj�c na sobie uwag� i ciekawo��, poczu�, jak dawny zapa� rozpala mu krew w �y�ach. C� to b�dzie za wspania�y powr�t; zst�pi z kosmosu jako nowy cz�owiek! To okryje go splendorem, kt�remu nie dor�wna �aden inny kandydat; by�o w tej wizji co� olimpijskiego, niemal�e boskiego. Ju� obmy�la� odpowiednie has�a do kampanii wyborczej... - Dajcie mi jeszcze troch� czasu na decyzj� - odpowiedzia�. - Na razie musz� oswoi� si� z now� sytuacj�. Ale przyrzekam, �e wypowiem si� na ten temat, nim opuszcz� Ziemi�. Nim o p u s z c z � Z i e m i �. Kapitalne, dramatyczne sformu�owanie. Jeszcze delektowa� si� jego rytmem, gdy dojrza� nadchodz�c� od strony budynk�w lotniska Dian�. Zd��y�a si� ju� zmieni�, dotrzymuj�c kroku przemianom, kt�rych sam do�wiadcza�. Jej oczy zdradza�y nieufno�� i ch�odn� rozwag�, kt�rych nie dostrzega� ledwie dwa dni temu. M�wi�y, tak wyra�nie, jak wszelkie s�owa: "I wszystko zacznie si� od nowa?" Cho� dzie� by� ciep�y, zrobi�o mu si� nagle zimno, jakby przezi�bi� si� na dalekich syberyjskich r�wninach. Za to Joey i Susan, biegn�cy mu na spotkanie, nie zmienili si� wcale. Porwa� wnuki na r�ce i ukry� twarz w ich w�osach, �eby kamery nie odnotowa�y �ez, cisn�cych mu si� do oczu. Gdy tak tuli�y si� do niego w swej niek�amanej, niewinnej, dzieci�cej mi�o�ci, ju� wiedzia�, jak� podejmie decyzj�. Tylko one zna�y go z tych rzadkich chwil wytchnienia w pogoni za w�adz�; i w�a�nie takim musz� go zapami�ta�, je�li chce, �eby w og�le o nim pami�ta�y. | ||
![]() |
![]() |
![]() |
![]() | |
- Panie senatorze, ma pan rozmow� panelow� - powiedzia�a sekretarka. - Prze��czam na ekran w pa�skim gabinecie. Obr�ci� fotel w stron� �ciany z szar� tablic�. Po chwili ekran rozdzieli� si� na dwie pionowe cz�ci. Na prawej po�owie pojawi� si� widok gabinetu, do z�udzenia przypominaj�cego jego w�asny, oddalonego zaledwie o kilka mil. Ale na lewej... Profesor Stanukowicz, odziany tylko w szorty i sportowy podkoszulek, unosi� si� w powietrzu, dobr� stop� powy�ej swojego fotela. Kiedy tylko zorientowa� si�, �e ma towarzystwo, uchwyci� si� mocno por�czy, przyci�gn�� do fotela i przypi�� do� paj�czyn� pas�w. Za plecami mia� ca�y zestaw urz�dze� telekomunikacyjnych, a tu� za nimi, Steelman nie mia� ju� co do tego �adnych w�tpliwo�ci, zia�a otch�a� kosmosu. Pierwszy odezwa� si� dr Harkness z prawego ekranu. - Oczekiwali�my wiadomo�ci od pana, panie senatorze. Profesor Stanukowicz da� mi zna�, �e wszystko gotowe. - Najbli�szy statek dostawczy - wtr�ci� Rosjanin - wylatuje do nas za dwa dni. Wr�c� nim na Ziemi�, ale mam nadziej�, �e si� zobaczymy, zanim odlec� ze Stacji. M�wi� nienaturalnie wysokim g�osem, co t�umaczy�o si� rozrzedzon� mieszank� helowo-tlenow�, kt�r� oddycha�. Poza tym nie da�o si� wyczu� �adnego dystansu, jakichkolwiek zak��ce� w odbiorze. Cho� Stanukowicz oddalony by� o tysi�ce mil i p�dzi� z szybko�ci� czterech mil na sekund�, rozmawiali tak, jakby siedzieli w jednym gabinecie. Steelman s�ysza� nawet cichy furkot silnik�w elektrycznych, dobywaj�cy si� z rozlokowanych za profesorem stela�y z wyposa�eniem. - Panie profesorze - odpar� Steelman - pozwol� sobie zada� panu kilka pyta�, zanim si� do pana wybior�. - Prosz� bardzo. Teraz nie by�o �adnych w�tpliwo�ci, �e Stanukowicz jest niezmiernie daleko. Uderzaj�ca r�nica czasu dzieli�a pytanie od reakcji rozm�wcy; stacja niechybnie znajdowa�a si� ponad odwrotn� stron� Ziemi. - Podczas mojej wizyty w Astrogradzie zauwa�y�em w klinice wielu innych pacjent�w. Ciekaw jestem, co ostatecznie przes�dza o tym, kt�rzy z nich polec� na leczenie. Tym razem przerwa trwa�a znacznie d�u�ej, ni� wymaga�o tego �limacze tempo fal radiowych. Wreszcie Stanukowicz odpowiedzia�: - Wybieramy tych, rzecz jasna, u kt�rych nasza kuracja ma najwi�ksze szanse powodzenia. - Ale przecie� mo�ecie tylko przyj�� bardzo ograniczon� liczb� pacjent�w. Opr�cz mnie jest zapewne wielu innych odpowiednich kandydat�w. - Nie bardzo rozumiem, do czego pan zmierza... - przerwa� dr Harkness z nieco przesadnym niepokojem. Steelman utkwi� wzrok w prawym ekranie. Z trudem rozpoznawa� w cz�owieku, kt�ry patrzy� teraz na niego, tego samego m�czyzn�, co wi� si�, przyszpilony jego pytaniami, zaledwie kilka lat temu. Do�wiadczenie go zahartowa�o, udzieli�o chrztu ogniowego w politycznej sztuce. Wiele nauczy� si� od samego Steelmana i nie omieszka� zastosowa� tej mozolnie zdobytej wiedzy. Motywy jego post�powania by�y przejrzyste od samego pocz�tku. Harkness nie by�by cz�owiekiem, gdyby nie upaja� si� t� najs�odsz� zemst�, tym najdobitniejszym potwierdzeniem s�uszno�ci swej wiary. A jako dyrektor Narodowego Zarz�du Kosmicznego �wietnie zdawa� sobie spraw�, �e b�dzie mia� z g�owy po�ow� debat bud�etowych, kiedy �wiat obiegnie wie��, �e potencjalny prezydent Stan�w Zjednoczonych kurowa� si� w radzieckim szpitalu kosmicznym... bo jego w�asny kraj nie zafundowa� sobie podobnego. - Panie doktorze - powiedzia� spokojnie Steelman - to moja osobista sprawa. Nadal czekam na pa�sk� odpowied�, profesorze. Mimo powagi sytuacji by� w �wietnym humorze. Obaj ~uczeni niew�tpliwie grali o te same stawki. Stanukowiczowi te� nie brakowa�o k�opot�w; Steelman domy�la� si�, o czym dyskutowano w Astrogradzie i Moskwie, i z jak� gorliwo�ci� radzieccy astronauci chwycili si� tej wybornej sposobno�ci - na kt�r�, trzeba przyzna�, uczciwie sobie zas�u�yli. Wytworzy� si� zaiste osobliwy uk�ad, nie do pomy�lenia jeszcze kilkana�cie lat temu. Oto NASA i Komisja Astronautyki ZSRR wsp�dzia�a�y r�ka w r�k�, pos�uguj�c si� nim jako pionkiem dla obop�lnych korzy�ci. Nie mia� im tego za z�e, bo na ich miejscu robi�by dok�adnie to samo. Ale te� nie mia� ochoty by� pionkiem w ich grze. By� wolnym cz�owiekiem, kt�ry nie utraci� jeszcze panowania nad swym w�asnym losem. - Ma pan zupe�n� racj� - rzek� Stanukowicz, wyra�nie zbity z tropu. - Istotnie, mo�emy przyj�� tu na Miecznikowie niewielu pacjent�w. Stacja jest wszak�e naszym laboratorium badawczym, a nie szpitalem. - Ilu? - naciska� Steelman. - Powiedzmy... mniej ni� dziesi�ciu - przyzna� Stanukowicz, jeszcze bardziej zmieszany. Zna� ten problem od dawna, rzecz jasna, ale nigdy nie przysz�o mu do g�owy, �e dotknie jego samego. Z zakamark�w pami�ci wydoby� wiadomo�� z gazety, na kt�r� natkn�� si� przed laty. Gdy odkryto penicylin�, by�o jej tak niewiele, �e gdyby zar�wno Churchill, jak i Roosevelt mieli umrze� z jej braku, tylko jednemu mo�na by�o pom�c... Mniej ni� dziesi�ciu. Wszak widzia� dwunastu oczekuj�cych w Astrogradzie, a ilu ich by�o na ca�ym �wiecie? Jak wielekro� w ci�gu ostatnich kilku dni, w pami�ci stan�� mu natarczywy obraz zrozpaczonej pary zakochanych w poczekalni. By� mo�e na nic im si� nie zda jego po�wi�cenie; i tak nigdy si� nie dowie. Ale jedno wiedzia� na pewno. D�wiga� na sobie odpowiedzialno��, z kt�rej nic nie mog�o go zwolni�. Owszem, nie ma cz�owieka zdolnego przewidzie� przysz�o�� i niezliczone konsekwencje swych poczyna�. Lecz gdyby nie on, jego kraj posiada�by teraz w�asny, kr���cy poza atmosfer� szpital kosmiczny. Ilu przedwcze�nie zmar�ych Amerykan�w mia� na sumieniu? Czy wolno mu przyj�� pomoc, kt�rej innych pozbawi�? Kiedy� mo�e tak by post�pi� - ale nie teraz. - Panowie - zacz�� - b�d� z wami szczery, bo wiem, �e jednoczy was wsp�lna troska. (Dostrzeg�, �e ta subtelna ironia zosta�a zauwa�ona.) - W pe�ni doceniam wasz� pomoc i podj�te wysi�ki; tym bardziej mi przykro, �e wasz trud poszed� na marne. Nie, nie - wiem, co m�wi�; to nie chwilowy przyp�yw donkiszoterii. Gdybym by� o dziesi�� lat m�odszy, mo�e post�pi�bym inaczej. Dzisiaj s�dz�, �e t� szans� nale�y da� komu� innemu, zw�aszcza po tym, jak przys�u�y�em si� sprawie w przesz�o�ci. - Spojrza� na Harknessa, kt�ry odpowiedzia� niepewnym u�miechem. - Mam tak�e inne, osobiste powody i nic mnie ju� nie sk�oni do zmiany decyzji. Nie bierzcie mi tego za z�e, panowie, ale to wszystko, co mam do powiedzenia. Jeszcze raz serdecznie dzi�kuj�; �egnam pan�w. Przerwa� po��czenie. Gdy zanika� obraz dw�ch os�upia�ych naukowc�w, b�ogi spok�j zago�ci� ponownie w jego sercu. | ||
![]() |
![]() |